
LOS AGENTOS
Galicja Blues Live godz. 21'45
@2006
Lenert
To rejestracja ubiegłorocznego, wrześniowego,
festiwalowego koncertu nowego wcielenia grupy, której skład - obok lidera, harmonijkarza i szefa festiwalu, Roberta Lenerta - tworzyli jeszcze: Jarek Wodziński (perk), Jacek Gazda (bas) i Aleksander Górny (git, śpiew).
Obecność Górnego zdecydowanie wpłynęła na repertuar Agentów a "easyriderowa" sekcja rytmiczna stanowiła odpowiedni
dla jego - naznaczonego wpływem the Cream i SRV - stylu gry, background.
W takim wydaniu najbardziej nawet znane tematy brzmią interesująco. Misterne i
w dużym stopniu nieprzewidywalne solówki Górnego trzymają słuchacza w napięciu,
a na pewno znaczącymi momentami płyty są tak harmonijkowo - gitarowy pojedynek
w Matchbox, jak i rozbudowana, interesująco
rozwijająca się solówka Górnego w Alright Now.
Andrzej Matysik
Recenzja pochodzi ze strony:
WWW.DELTA.ART.PL

LOS AGENTOS
@2006
Lenert
Los Agentos to nowy pomysł Roberta "Agenta007" Lenerta. Już po pierwszym przesłuchaniu płyty zrobiło mi
się jakoś lepiej, a że w tym samym czasie miałem okazję obejrzeć zespół "w
akcji" podczas Bluestracji, moja dobra opinia o
nim została ugruntowana. Pojawił się oto band, którego muzycy znaleźli sposób
na to, jak można interesująco, ze znaczącą dawką własnego "ja",
zagrać znane tematy. Poza ostatnim, autorskim Los Agenturos, wypełniają one płytę prawie w całości z
tym, ze Hoochie Coochie
Man Williego Dixona przybrał tu tytuł Białe Mewy i wykonany jest
po polsku do tekstu zgrabnie napisanego przez Łukasza Sojkę - wokalistę,
gitarzystę i frontmana grupy. Jej skład uzupełniają: basista Sobiesław Pawlikowski i perkusista Tomasz Nosal.
Łukasz Sojka wyrasta na coraz bardziej wyrazistą postać naszej sceny. Dał to
już poznać w składzie Coolish Blues Session, ale
tutaj skrzydła rozwinął jeszcze bardziej, jako gitarzysta ale
przede wszystkim jako wokalista.
Wszystkie osiem standardów brzmi tu świeżo, bo zespół gra je bez zbędnego
patosu, nie usiłując poprawiać oryginału. Otwierającym płytę Back Door Man zespół ustawia poprzeczkę jak na tę kategorię dość
wysoko, bo utwór brzmi doskonale i przekonywująco, niczym wyjęty żywcem z
któregoś chicagowskiego "lounge".
W Before You Accuse Me, Johnny B.Good,
Hound Dog jest podobnie. Odbiega od tego
poziomu brzmiące cokolwiek sztampowo Got My Mojo Working. Za to perełką płyty jest dla mnie inny temat
faworyzowanego przez Agentów Williego Dixona, You Shook Me. Udało im się nie poddać wpływowi wersji jaką stworzyli Led
Zeppelin, dzięki czemu słuchamy jeszcze jednej, też bardzo dobrej.
We wszystkich utworach zwraca uwagę gra Sojki - gitarzysty, swobodnie
poruszającego się po gryfie, rozważnie wychodzącego z improwizatorskich
"poślizgów" i cały czas przestrzegającego dyscypliny zespołowego
grania. Odpowiedniego partnera ma w Lenercie,
oszczędnym harmonijkarzu, ale potrafiącym zagrać
dźwięki, które trafiają na miejsce. Tandem Pawlikowski - Nosol robi to, co do
niego należy: umiejętnie kontroluje tempo i utrzymuje obu frontmanów
"w pionie".
Dobra płyta, dobry debiut.
Andrzej Matysik
Recenzja pochodzi ze strony:
WWW.DELTA.ART.PL